Powiem w prost i bez ogródek irytuje mnie fakt konieczności patrzenia kasjerom na ręce.

Dziś w sklepie prawie zostałem oszukany na złotówkę. Pani oczywiście zarzekała się że to tylko pomyłka jak to się mogło stać, itp. W sumie nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt ze takie coś spotyka mnie non stop w tym tygodniu jakieś 3 razy. I za każdym razem to samo. Zastanawiam się czy nabijanie na kasę produktów po zawyżonej cenie albo większej ilości to norma czy to ja mam coś takiego w oczach że prowokuje. Osobiście obstawiam to pierwsze gdyż a) w moim osiedlowym markecie gdzie pracownikami właściwie są sądzi, znajomi nigdy mi się to nie zdażyło b) scenariusz jest zawsze taki sam. Na boga oni muszą mieć z tego jakieś szkolenia. Wystarczy że człowiek rozejrzy się za jakąś paczką gum albo przeszukuje kieszenie aby wydobyć trochę drobnych a sekundę potem okazuje się że kupiło się 2kg pomidorów a nie 1,5 albo chleb nagle podrożał z 2 do 3zł a potem wyświechtany tekst “oj oj jak to się mogło stać, nigdy to się dotąd nie zdarzyło…”

Druga sprawa to bezczelność ja rozumiem że jak ktoś ma pełen koszyk to pewnie nawet nie zauważy że jest o 2 zł za dużo albo nie będzie mi się chciało kłócić ale jak taki student jak ja kupuje chleb za 2zł mleko za 2,50 1 pomidora za najwyżej 1pln i cebule a w dodatku codziennie zakupy codziennie wyglądają tak samo to zdaję sobie sprawę że rachunek nie powinien przekroczyć 6Pln, więc paragon na 7,29 przywita lekką zdziwką.Co innego pijanych studentów w nocy dokupujących piwa (Pozdrowienia dla personelu Piotra i Pawła).

Rada dla kasjerów (tej nieuczciwiej części oczywiście ) albo przestańcie okradać klientów albo róbcie to umiejętnie…

Napisz odpowiedź